wakacyjnie
oto kilka kadrów, no dobra trochę więcej niż kilka, z naszych sopockich wakacji. aparat również odpoczywał. zrobienie czegoś na kształt reportażu lustrzanką za bardzo by mnie i moją rodzinę angażowało. najszybszy i wszędobylski bywa jednak telefon. klimat telefonicznych zdjęć mi jak najbardziej odpowiada. patrzę i wspominam z uśmiechem.
w dzień przyjazdu kąpiel obowiązkowa nawet jeśli jest godzina mocno dwudziesta pierwsza. słońce się postarało więc nie ma to tam to, trzeba korzystać.
następne dni były jeszcze łaskawsze. pogoda nam dopisywała.
prawdziwy facet od różu nie stroni, szczególnie jeśli ma do dyspozycji materac tylko w tym kolorze.
plażowanie to ciężka praca i potrafi naprawdę wymęczyć.
:P :P :P
ostatnio moja ulubiona koszulka to męski tiszirt za 6,99. lubię to!!!!!
piękna Gdynia rzecz jasna
gofry to Julka wakacyjne danie główne
tata dla Julka to super hero
gdyńska promenada
tata znowu rozśmiesza
nadmorska kwintesencja - morze, wydmy, drewno, biel……ach!
skwar, że ledwo było czym oddychać, a ja zostałam okryta kocem i ciepłym malutki ciałkiem.
and i loved it!!!!
zatłoczona plaża na pocztówkach z obozów to tradycja. im bardziej zatłoczona tym lepsza. obecnie nawet centralna plaża w kurorcie nie jest aż tak napchana jak to bywało, choć o intymność i tak tam trudno. bo teraz każdy chciałby prywatną plaże dla siebie i wiara się rozpierzchła. chciałabym i ja :)
nasze obozowisko
weranda "naszego" domu
no words needed….
pędzi, leci, mknie….
Ambelucja to magiczna księgarnia dla dzieci.
po-ciążowa męska koszula teraz maskuje obfite kolacje. i śniadania. i drugie śniadania. i lunche. i obiady. i desery. podwieczorki…. ech.
spotkanie z Karolą i Kubusiem nie było naszym pierwszym i nie ostatnim.
zresztą codziennie wisimy na łączach od dawien dawna przed instagramową erą jeszcze.
Witusia i Kasię w realu spotkaliśmy po raz pierwszy i nasza love się tylko wzmogła!
thanku you instagram za TAKICH LUDZI!!!!!!!!!!!!
wieczorny spacerek po sopockich kątach.
cienka, bawełniana bluza popupshop wieczorową porą to chyba jedyny moment kiedy Julek miał na sobie coś "cieplejszego".
pozytywne wibracje po dniu poprzednim - i Kubuś i Wituś i panie Ciocie i motol i siamochody! wsiśko siupel!!!!!
oto łazienka Julka. jak dobrze, że pogoda sprzyjała bo inaczej by brudny, głównie opiaszczony i trochę ogloniony chodził. prysznic gryzie.
zonk. to nie sopockie molo, a taka mała "podróba". to TO molo jest dopieszczone.
mój saxofon <3
i Gdańsk ma swoje EYE
gdańskie zaułki
jarmark dominikański
odlot
kolacyjne fanaberie, a oliwki to Julka najulubieńszy przysmak. i pełen sukces - wszystko skonsumowane bez piachu.
sopockie molo i marina
Gdynia Orłowo
kolacyjka w towarzystwie Kubusiowej Rodzinki.
ostatnie wodne podrygi
prowiant i w drogę chlip chlip
w drodze odwiedziliśmy Kopernika
ostatni przystanek przed powrotem do domu to stolica. pierwsza stolica.
no to ten no….. THE END